Od czego zacząć rozszerzanie diety? Nie zgadniecie!

Rozszerzanie diety dzieci spędza sen z powiek wielu rodzicom. Co tydzień dostaję od Was co najmniej kilka maili z pytaniem, od czego warto rozszerzać dietę dzieciom i od czego ja zaczynałam. Zawsze też pada pytanie w stylu: Magda, polecasz rozszerzać dietę od warzyw czy owoców?

Ja za każdym razem rozpoczynałam dietę od warzyw, następnie dopiero później wprowadzałam owoce, ale kiedy przedwczoraj dostałam maila od Czytelniczki, to zbladłam i doszłam do wniosku, że to jest temat, który naprawdę trzeba „tłuc” z uporem maniaka, powtarzać do znudzenia i nie zrażać się tym, że rewelacji na ten temat powstaje codziennie „tysiąc pięćset sto dziewięćset”.

Imię Czytelniczki i jej najbliższych zachowam dla siebie. Nie chcę, aby ktokolwiek połakomił się na lincz na jej bliskich, dlatego pozwolę sobie tylko zacytować kilka fragmentów maila, aby wyjaśnić od czego warto zacząć rozszerzanie diety u brzdąców. Nie zgadniecie, od czego można zacząć! A może zgadniecie?!

” […]

Moja matka nigdy nie należała do bystrych osób. Wiem, że to nieładnie tak pisać o rodzonej matce, ale sama powiedz, czy nie powiedziałabyś tego samego po sytuacji, która mnie spotkała?

Matka opiekuje się moją K. od kiedy tylko poszłam do pracy czyli jak moja malutka skończyła 3 miesięce. Pieniędzy nam brakowało i nie było szans zostać z nią w domu. Żłobek oddalony mamy o kilkadziesiąt kilometrów i nie było jak ją dowozić do niego dlatego musiałam poprosić moją matkę, czy by się nie zajęła malutką. […] Wiedziałam, że to nie jest dobra opcja. Ojciec malutkiej zostawił nas bez grosza i wyjechał do Anglii ani widu ani słychu po nim. Musiałam zarabiać na chleb i nie było wyjścia. Instytucja babci w postaci mojej matki jako niańki to było jedyne wyjście. […]

Malutka była przez pierwsze miesiące na piersi, ale z dnia na dzień straciłam pokarm. Pediatra powiedziała, że to prawdopodobnie ze stresu, bo zmarł mi wtedy ojciec i tak się złożyło wtedy, że już byłam na finansowej krawędzi brakowało nam środków do życia. […]

Jak straciłam pokarm to malutka szybko na szczęście przestawiła się na mieszankę i to mieszanką moja matka ją karmiła jak ja byłam w pracy. Ale kiedy przyszłam z pracy tydzień temu to malutka tak bardzo płakała, że zaczęłam się martwić, że ma jakąś kolkę albo grypę jelitową, bo podkurczała nóżki pod brzuszek.

Madzia, jak już nie dało się jej uspokoić i zaczęłam panikować i na głos myśleć o telefonie po pogotowie to dopiero wtedy moja matka przyznała się, że zrobiła jej zupkę ziemniaczaną i ugotowała ją na wywarze z kabanosów. Ja cała zbladłam. Zaczęłam krzyczeć i się trząść i zaczęłam pytać czy coś jeszcze jej podawała i ta dopiero zaczęła mi się przyznawać, co jeszcze jej dawała. […] Razem z durną sąsiadką z góry wpadły na ten pomysł. Magda ja się wtedy osunęłam na ziemię bo okazało się, że dwa dni wcześniej ona już jej zmiksowała żurek z torebki i pochwaliła się tym przy mnie, że malutka spała jej po tym jak nigdy bite 3 godziny. […]

Kiedy zaczęłam robić awanturę przyszła ta idiotka z góry i zaczęła bronić moją matkę wyzywając mnie, że nie ufam jej a ona piątkę dzieci wychowała i żebym się uspokoiła bo za nic mam swoją matkę. Że wywar mięsny musi być w diecie dziecka i te wszystkie zalecenia to o kant dupy rozbić, bo jej dzieci wszystkie zdrowe i w jej rodzinie tak się właśnie robiło. Że nie tylko w jej rodzinie tak jest, ale wszystkie jej koleżanki też tak wnukom od małego podawały i wszyscy zdrowi są i mają apetyt. […]

Kto im wszystkich takich bzdur naopowiadał powiedz mi, żeby czteromiesięcznemu dziecko zupy na kabanosach gotować? Jak się uspokoiłam i zaczęłam myśleć, że to ciemnogród taki, że przecież to trzeba głośno o tym mówić, jak to babcie wprowadzają zalecenia, które szkodzą dzieciom! Kto wie co inne kobiety wyczyniają, ale po tej sytuacji to ja sama nie wiem, co mam o tym myśleć wszystkim! […]

W końcu wylądowałyśmy z malutką na sorze. Zaopiekowali się nami a moja matka dostała taki wykład, że jej w pięty poszło. Dopiero jak ordynator doprowadził jej myślenie do porządku, to obiecała mi, że nie poda jej nic innego na razie jak mieszankę. […] Co się nacierpiałam ja i mała to nasze. […] „

Ten mail to kosmos jakiś. To koszmar rodzica i dziecka w jednym…

Od czego zatem zacząć rozszerzanie diety?! OD ZDROWEGO ROZSĄDKU, japierdzielękurdemol!

To, że coś się robiło z dziada pradziada i co podpowiada sąsiadka wcale nie znaczy, że jest po pierwsze PRAWDĄ a po drugie, że jest ZDROWE! Może być zupełnie odwrotnie. Same jako matki mamy swój rozum. Mamy prawo weryfikować i wymagać od otoczenia, aby stosowało się do tego, co jest wg nas słuszne. My jako rodzice tworzymy nasz zestaw zasad dla naszych dzieci a otoczenie ma obowiązek się do tego stosować. Bez względu na to, czy jesteśmy na etapie rozszerzania diety, które ja dla przykładu rozpoczęłam średnio w szóstym miesiącu życia moich dzieci i zaczęłam je od warzyw. Czy nasze dzieci są już starsze a my nie chcemy, aby dziadkowie np. podawali im słodycze. Mają oni obowiązek się stosować do naszych zaleceń! Tutaj nie ma dyspensy od tego!

Co ważne:  Ilość odchowanych dzieci nie świadczy o niczyjej inteligencji!

Dlatego między bajki włóżmy te banialuki, że np. prababcia Kasia (nie obrażając żadnej prababci Kazi) miała dziesięcioro dzieci i ona robiła to najlepiej. Niekoniecznie!

P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu  ❤ Jeśli macie ochotę puścić go dalej w świat – z góry dziękuję! :*

Scroll to Top