10 grzechów, których matki NIE MUSZĄ się w ogóle WSTYDZIĆ!

Od tygodnia nie mogłam się już doczekać, aż napiszę ten post. Już miałam go publikować tydzień temu, ale za cholerę nie mogłam go dokończyć, bo potrzebowałam ciszy i skupienia, a ostatnio moje dzieci za nic nie współpracują. 😉

Nie wiem, czy to kwestia tego, że od kilku dobrych dni dzieci nie chodzą do szkoły i przedszkola, a przebywanie z nimi 24/7 i próby pogodzenia tego z pracą bywają „trudne”. Nie będę ściemniać, że jest inaczej – po kilku dobach bycia z nimi przez 24 godziny non stop można sfiksować. Miewacie podobnie? 😉 Czy tylko ja jestem taka wyrodna, niepoprawna i marudząca? 😀

Inspiracją do napisania dzisiejszego postu była rozmowa z moją kumpelą, która niewiele ponad tydzień temu zabiła mnie pewnym stwierdzeniem wyszeptanym do telefonu najciszej jak się tylko da, jakby to była tajemnica albo grzech, o którym nikt nigdy nie może się dowiedzieć!  😀 Brzmiało to w stylu:

– Słuchaj, ja już nie mam siły do nich. W. w delegacji, ja sama. W dodatku ta ciąża jest chyba najtrudniejsza ze wszystkich, do tego jeszcze te upały. Schowam się zaraz w wannie i nie wyjdę z niej. Wczoraj ich nie wykąpałam nawet. Zębów nie mieli mytych od wczoraj. Jak pomyślę o wyciąganiu ich z wanny, suszeniu ich włosów i wysłuchiwaniu marudzenia, to wolałam odpuścić. A wczoraj jedli na kolację parówki. Dzisiaj na śniadanie też. Jakby się moja teściowa dowiedziała… Już widzę ten jej zszokowany wyraz twarzy!

Miałam ochotę ją przytulić! 😀 Ale że nie dało się jej przytulić przez telefon, powiedziałam tylko:

– Stara, moi też od wczorajszej kolacji na parówkach. Odmawiają innego jedzenia. Chrzanię mocowanie się z nimi. Głowy mieli myte ponad tydzień temu. Lepiej Ci?

– Nie żartuj! Boże, w sensie, że nie tylko ja taka niepoprawna?

Zaśmiałam się. 😀 No, pewnie! Ja pierdzielę! Nie jestem matką robokopem. Staram się, walczę z codziennością, ale czasami się po prostu poddaję. Czy to źle? Nie. To oznaka, że jestem przemęczona. Mam do tego prawo i co najważniejsze – nie muszę się z tego tłumaczyć! 😉 Dlatego też zebrałam dla Was listę 10 grzeszków, których matki nie powinny się wstydzić. Ciekawa jestem, czy Wy też macie je czasami na sumieniu! 😀

1. Obcinanie paznokcie w ostatniej chwili!

Do dzisiaj pamiętam sytuację sprzed dwóch lat, w której wychodziliśmy na jakaś rodzinną imprezę. Zakładam mojemu starszakowi odpicowaną koszulę, zapinam guzik przy rękawie i… co ja paczę? 😀 Ano patrzę i widzę, że chłopak ma dłuższe paznokcie od moich. 😀 Jakimś cudem przeoczyłam ich obcięcie i syn miał już pokaźny „french” z pazurów. 😀 Oj tam, oj tam. Obcięłam i po sprawie. 😉 Ciekawe, co na to panie nauczycielki w przedszkolu albo pani logopeda, która widziała te jego szpony, a tymczasem matka blogerka – ta, co zawsze poucza, w dupie miała, żeby je obciąć. 😀

Zdarza się! 😀

2. Czyszczenie uszu przed wizytą u lekarza. 😀

Co prawda, zazwyczaj ogarniam ten temat co tydzień, w każdą sobotę, kiedy robię całej mojej trójcy „wielkie szorowanie” w wannie, razem z obcinaniem paznokci, nakładaniem oliwki czy balsamu etc., ale zdarza mi się o tym zapomnieć, bo cała trójka w wannie to jest naprawdę duże wyzwanie i zwykle wychodzę po tym upocona po pachy.

Miałam jakiś czas temu gorący okres, bo i pracy miałam dużo, i pomocy przy dzieciach trochę mało, i w pośpiechu czyściłam chłopakom uszy jak się okazywało, że mają iść do lekarza! Jakoś wcześniej sobie o tych uszach nie przypominałam, tylko przed wizytą lekarską, z wywieszonym jęzorem, jeszcze w drzwiach, tuż przed sama wizytą zajmowałam się tym „miodkiem”, jak to mawiają moi chłopcy. 😀 To miodobranie przed lekarzem ostatnio coraz częściej mi się zdarza. To chyba znak, że jestem zarobiona i zakręcona.

Oj tam, oj tam. 😉 Od razu wyrodna i niby matka brudaska. Nie przesadzajmy. 😀

3. Niemycie zębów

Jakiś czas temu dostałam wiadomość od Kasi z krótkim pytaniem przy okazji większego tematu:

„Szczęśliva, czy Tobie też zdarza się zapomnieć o tych nieszczęsnych zębach wieczorem? Powiedz, że to nie tylko ja tak mam!”.

Kochana, ja też! Ja nawet na moim Instagramie na Instastories mam takie video, z którego dziewczyny się śmiały do rozpuku. 😀 Dzieciaki pucowały drzwi od łazienki, a na tych drzwiach wielgachna kartka z napisem: „Ivo i Teodor ZĘBY!”. Żeby nie zapominać o tych zębiskach, no przecież. 😀 Zdarza się jednak, że mimo tej kartki czasami zapomnę o nich. Czy to źle? No, na pewno nie jest to dobrze! Ale jasny gwint – kto nigdy o tych zębach nie zapomniał, niech pierwszy rzuci kamieniem! 😉 Obserwujcie mnie na Instagramie (szczesliva) – tam dużo na Instastories o gubieniu moich 27 kg w ciągu 6 miesięcy! ??

Grunt, aby nie zapominać o myciu zębów codziennie, bo wtedy byłoby kiepsko. Próchnica to paskudna choroba, a w dodatku to droga impreza, jeśli chodzi o leczenie. O dobre nawyki trzeba dbać. 😉

4. Zamiast obiadu… kanapka albo „wykwintne naleśniki”. 😀

Starsze kobiece pokolenie w mojej rodzinie to osoby, które uważają, że na obiad ma być zdrowa zupa oraz drugie danie, bo inaczej to nie obiad. Ja nie jestem z tej szkoły. Po pierwsze – moje dzieci nie zjedzą dwóch dań, mam to przetestowane. Po drugie – w takie dni jak ostatnio za nic nie chciało mi się gotować, a żadne pyszne.pl, pizza portal czy krakowskiesmaki.pl nie chciały przyjechać, to zrobiłam moim dzieciakom kanapki i tyle w temacie. One się nawet ucieszyły, że matka nie katowała ich zupą jarzynową ani kotletem. 😀

Jestem typem matki, która nie wstydzi się tego, że nie gotuje każdego dnia i nie przygotowuje dwudaniowych obiadów. Staram się gotować jak najczęściej, ale nie mam wyrzutów sumienia, że na stole czasami wyląduje gotowiec albo coś z dowozem do domu. Takie mamy czasy, że brakuje czasu na wszystko i czasami brakuje też sił na gotowanie. Niektórzy popatrzą na mnie krzywo, ale chrzanię to. Przyjęłam inny model, po prostu. 🙂

5. Brak kreatywnych zabaw z dzieckiem.

To jest grzech, który popełniam wybitnie często, a jedna z osób z mojego otoczenia nie rozumie mojego postępowania zupełnie. Dziwi się, że nie mam czasami siły na zabawę z dziećmi. O, matulu! Ale to może dlatego, że ma na razie jedno dziecko, które 2/3 doby przesypia. 😀

Bywa nawet, że kiedy zbliża się wieczór i mój non stop gadający jak katarynka Starszak pyta mnie o to, jak wygląda czarna dziura, a następnie pojawia się setka innych pytań, na których zgłębianie nie mam już siły, to ja po prostu mówię dzieciom:

– Kochani, nie teraz. Jestem zmęczona i musicie dać mi przerwę.

One, o dziwo, ogarniają to w mig. Junior często wtedy zagaduje: „Czyli musisz podładować akumulator?”. No przecież, że chłopak rozumie! Tak, właśnie! Muszę podładować akumulatory. I nie ma wtedy szans na kreatywną zabawę, układanie klocków czy czytanie książek. Odpalam chłopakom jakąś bajkę i modlę się, żeby dotrwać do końca dnia, nikogo przy tym nie zagryzając. 😀

6. Wkładanie do pralki tego samego prania po raz trzeci. 😀

Staram się tego oduczać, ale serio – zdarza mi się prać pranie po raz kolejny, ponieważ stęchło w pralce, bo o nim zapomniałam. 😀 Odpalam wtedy je na wyższą temperaturę, dodaję 2 razy więcej płynu do płukania i modlę się, żeby ten zapach poszedł w cholerę. 😀 Wiem, że niektórzy tego nie robią i uważają to za marnowanie energii, wody etc. Ja też uważam, że to kiepska sprawa, ale cóż, nie robię tego celowo. Daję słowo, że gdybym miałam drugą parę rąk i 2 razy więcej snu, to nie zapominałabym o tym! 😀

Zdarza Wam się? 😉

7. Dzień Dziecka, czyli brak wieczornej kąpieli.

To już u nas klasyk! Raz w tygodniu przychodzi taki dzień, że chłopcy padają w swoim pokoju jak muchy, a ja nie zdążę ich nawet zapakować do wanny. Zazwyczaj zdarza się to wtedy, kiedy Gaia jest marudna, nieodkładalna, a ja próbuję ogarnąć wieczorny syf w pomieszczeniach z nią uczepioną nogawki albo przyklejoną do nosidła, w którym moje plecy po kolejnej godzinie noszenia dostają już w dupę. 😀

Oj tam, od braku jednego prysznica w tygodniu nikt jeszcze nie umarł. Tłumaczę to sobie. 😉

8. Weekend nicnierobienia zamiast aktywnego spędzania czasu.

Raz na jakiś czas zdarza nam się taka sytuacja, że mimo wielkich planów na weekend, to my zamiast je realizować, bunkrujemy się w domu. Najczęściej ma to miejsce jesienią i zimą lub gdy pogoda jest paskudna. I wtedy bezczelnie do bólu i z premedytacja resetujemy się przed TV, gramy w planszówki albo po prostu drzemkujemy z dziećmi. O dziwo – one takie weekendy raz na jakiś czas też lubią! Zamiast zaliczać jakieś miejsca poza Krakowem czy wystawy, festyny, etc., to zostajemy w domu i cały dzień spędzamy w piżamach.

Zdarza Wam się? 😀

9. Siedzenie w toalecie dłużej niż natura potrzebuje. 😀

Mam nadzieję, że mój M. tego postu nie przeczyta, choć nie zdziwię się, jeśli robi podobnie. 😀 Kiedy ja wybieram się do toalety i zostawiam dzieciaki pod opieką mojego Męża, to czasami mam ochotę zostać w tej łazience cały dzień. 😀 I zamiast po prostu zrobić tzw. „jedyneczkę” w 2 minuty, to udaję, że zatrzymała mnie inna potrzeba. I sobie wtedy odpalę Instagrama, odpiszę na kilka Waszych maili albo obejrzę jakiś tutorial makijażowy. 😀

10. Więcej grzechów nie pamiętam. Ale kto wie, czy sobie jeszcze jakichś nie przypomnę. Dajcie mi 5 minut i znajdzie się kolejny grzech! 😀

PS. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post i jest on Wam bliski, to zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu.   Jeśli macie ochotę puścić go dalej w świat, ku przestrodze – z góry dziękuję! :*

Scroll to Top